czwartek, 6 września 2012

Przeboleję, jak zniknie moja cała toaletka, ale tuszu do rzęs nie oddam!

Pewnie gdyby zrobiono sondę uliczną pt." Jakby miała pani użyć tylko jednego kosmetyku to co by to było?" to pewnie prawie każda kobieta powiedziałaby, że tusz do rzęs. On bynajmniej dla mnie potrafi być czasem całym makijażem. O niektórych z nich kilka słów :-)

Alverde- Jest bardzo podobny według mnie do tuszu z Essence, który na moich rzęsach nie robi nic oprócz efektu henny. Standardowa szczoteczka, bez szału.




Manhattan- Ten tusz już jest lepszy niż jego kolega wyżej. Bardzo ładnie rozdziela i wydłuża rzęsy, pod koniec dnia potrafi się trochę kruszyć..

Maybelline -  Póki co, mój numer jeden :) Robi to, co ma robić- jedną warstwą.




Oriflame Veryme- W tym tuszu wszystko by było "very" gdyby nie jedno, że pierwsze nowe opakowanie i pierwsze malowanie przyprawiło mnie o oczy jak 5 złotych przy jednej warstwie. "Działał" 3 miesiące, kupiłam drugi i ...czar prysł. Miałam wrażenie, że to zupełnie inny tusz i dobre 2 miesiące leży... czary mary?

Wonder- Też Oriflame. Zużyłam masę tego tuszu. Na początku jest trochę za wodnisty, ale po jakimś czasie ładnie maluje.


Mimo, że mam parę swoich ulubieńców wśród tuszy do rzęs to i tak jeszcze będę szukać, bo może jest coś jeszcze lepszego...? :-)

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Uwielbiam takie wpisy:) Mój nr 1 to Maybelline z tym że Falsies i Illegal Length:)
    zapraszam do siebie na http://olgusz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Maybelline ma w ogóle świetne tusze :) Już Ciebie odwiedzam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja używałam RIMMEL Super Lash ale ten wodoodporny i z nim jest problem nie kruszy się, efekt daje taki powiedzmy bez szału ale bardzo trudno go zmazać. Jeżeli chodzi o zmazywanie się w wodzie to nie marzę się. Ale zdecydowanie polecam bardziej ten zwykły z niego byłam bardzo zadowolona . :)

    OdpowiedzUsuń