Alverde- Jest bardzo podobny według mnie do tuszu z Essence, który na moich rzęsach nie robi nic oprócz efektu henny. Standardowa szczoteczka, bez szału.

Manhattan- Ten tusz już jest lepszy niż jego kolega wyżej. Bardzo ładnie rozdziela i wydłuża rzęsy, pod koniec dnia potrafi się trochę kruszyć..Maybelline - Póki co, mój numer jeden :) Robi to, co ma robić- jedną warstwą.

Oriflame Veryme- W tym tuszu wszystko by było "very" gdyby nie jedno, że pierwsze nowe opakowanie i pierwsze malowanie przyprawiło mnie o oczy jak 5 złotych przy jednej warstwie. "Działał" 3 miesiące, kupiłam drugi i ...czar prysł. Miałam wrażenie, że to zupełnie inny tusz i dobre 2 miesiące leży... czary mary?
Wonder- Też Oriflame. Zużyłam masę tego tuszu. Na początku jest trochę za wodnisty, ale po jakimś czasie ładnie maluje.
Mimo, że mam parę swoich ulubieńców wśród tuszy do rzęs to i tak jeszcze będę szukać, bo może jest coś jeszcze lepszego...? :-)
Pozdrawiam!


Uwielbiam takie wpisy:) Mój nr 1 to Maybelline z tym że Falsies i Illegal Length:)
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie na http://olgusz.blogspot.com
Maybelline ma w ogóle świetne tusze :) Już Ciebie odwiedzam :)
OdpowiedzUsuńJa używałam RIMMEL Super Lash ale ten wodoodporny i z nim jest problem nie kruszy się, efekt daje taki powiedzmy bez szału ale bardzo trudno go zmazać. Jeżeli chodzi o zmazywanie się w wodzie to nie marzę się. Ale zdecydowanie polecam bardziej ten zwykły z niego byłam bardzo zadowolona . :)
OdpowiedzUsuń